
Z dwóch upadków na sukces – historia mojej drogi zawodowej i osobistej
Chcę Wam w kilku słowach opowiedzieć swoją historię. Historię zawodową, biznesową, ale również prywatną i bardzo osobistą. Mam nadzieję, że to, co za chwilę przeczytacie stanie się dla Was inspiracją, motywacją, a może powodem do chwili refleksji, czy po prostu odrobiną rozrywki przy kieliszku wina lub innego ulubionego napoju.
Historia przedsiębiorcy – od Wałbrzycha do Wrocławia
Chcę Wam pokazać na swoim przykładzie, że wszystko jest możliwe, że upór, konsekwencja, ciągły rozwój osobisty są gwarantem osiągnięcia sukcesu, jaki sami sobie wyznaczycie… ale jest też coś jeszcze. Coś niezbędnego, niepoliczalnego, niematerialnego, nienamacalnego, bez czego bardzo trudno dotrzeć do celu, jaki chce się osiągnąć, ale o tym za chwilę.
Wałbrzych
Urodziłem się w Wałbrzychu. Biedaszyby, postkomunistyczne, upadające miasto górnicze było moją codziennością. W domu Mama – lekarz, specjalista okulistyki, najlepsza mama na świecie, bo to moja mama, Tata – inżynier prowadzący firmę budowlaną, młodsza Siostrzyczka.
Pierwsze szlify biznesowe pokazał mi Ojciec. Nie były to rady jak zarabiać, nie był to podarowany pierwszy milion, jak w amerykańskich filmach, ale było to ziarno, które kiełkuje do dzisiaj. Był to sposób życia człowieka, dla którego etat i pseudo stabilizacja nie istniały. Była to chęć zarabiania dużych pieniędzy. Poczucie wolności i swobody powiązanej z pełną odpowiedzialnością za swoje decyzje. Obiady z Tatą w restauracjach w godzinach pracy, spotkania biznesowe nie zawsze tylko przy cappuccino. To były chwile, które bardzo mocno zapadły mi w pamięć, ale po kolei.
Odebrawszy pełne, solidne i rzeczowe wykształcenie, zakończone uzyskaniem tytułu magistra na renomowanej państwowej uczelni, ruszyłem na wezbrane wody oceanu pracy zawodowej. Chyba jak większość absolwentów na początku kariery chwytałem się każdej możliwej okazji do zarabiania pieniędzy. Jednym z pierwszych miejsc, gdzie podjąłem pracę, był ZUS. Bardzo szybko uświadomiłem sobie, że to nie dla mnie. Państwowa instytucja, skostniałe standardy, brak możliwości rozwoju, niska pensja pchnęły mnie dalej.
Historia przedsiębiorcy i dwa bankructwa w Call Center
No to może bank? Bezpośrednia praca z klientem, sprzedaż, szkolenia, rozwój. Poczułem, że to jest moja droga. To jest to, co lubię. To jest, to co mi się podoba. To jest to, w czym byłem i jestem dobry.
Stacjonarna praca w banku szybko mnie znużyła, więc ruszyłem w teren z innymi produktami bankowymi. Szło mi dobrze. Schwytałem wiatr w żagle. Chciałem więcej. Zostałem menedżerem teamu sprzedażowego w Call Center. Kontrolowałem ludzi, szkoliłem, budowałem zespoły, a jednocześnie nadal sam sprzedawałem i utrwalałem swoje umiejętności. Ciągły rozwój i coraz wyższe stawianie poprzeczki samemu sobie i współpracownikom były moją dewizą.
Po kolejnej zmianie pracodawcy i ugruntowaniu się w przekonaniu, że umiem, że dam radę, że wiem jak, postawiłem na siebie.
Znalazłem produkt, biuro, ludzi. Założyłem własną firmę opartą na usługach Call Center. Niestety bajka nie trwała długo. Za duże zobowiązania względem pracowników, brak płynności finansowej, opóźnienia w płatnościach od zleceniodawców doprowadziły do pierwszego bankructwa.
Oprócz aspektów biznesowych do mojej pierwszej upadłości przyczyniły się też różnego rodzaju elementy baśniowe, przed którymi nie stroniłem. Wtedy nie miałem jeszcze świadomości, że mam z nimi problem i że w dużej mierze odbijają się one na sposobie i jakości prowadzonego przeze mnie biznesu.
Nie poddałem się. Pierwsze bankructwo dało mi do myślenia. Wyciągnąłem wnioski, znalazłem swoje błędy i zabrałem się jeszcze raz za Call Center. Nie- stety historia się powtórzyła. Teraz z perspektywy czasu widzę, że najważniejszym powodem mojego bankructwa były wspomniane elementy baśniowe, które coraz mocniej zadomowiały się w moim życiu.
Dwa bankructwa w Call Center. Czas na zmiany i powrót do pracy organicznej, czyli sprzedaży własnej w bezpośrednim kontakcie z klientem. Z moim ówczesnym wspólnikiem wpadliśmy na genialnie prosty trik sprzedażowy usług telefonicznych w punktach stacjonarnych umiejscowionych w marketach z urządzeniami AGD i RTV. Pomysł był tak genialny w swojej prostocie, że w bardzo krótkim czasie z jednego oddziału w Wałbrzychu, zarządzaliśmy takimi miejscami w całym naszym mieście, a także Wrocławiu i jednym w Łodzi. Miarą sukcesu niech będzie fakt, że to u nas szkolili się nowi pracownicy całej sieci, a wyniki, jakie osiągały prowadzone przez nas punkty, były poza zasięgiem dla innych. Tryumf był więc niewątpliwy. A każde zwycięstwo na- leży uczcić elementami baśniowymi.
Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, niedopatrzenie menedżerskie, pech, a może zrządzenie losu, ale w czasie jednej z kontroli ujawniono kradzieże w moich placówkach, co skończyło się natychmiastowym rozwiązaniem umowy pośrednictwa. Z dnia na dzień znowu zostałem bez niczego. K###A M#Ć!!
Po kolejnym upadku wstałem i postanowiłem iść dalej.
Czas diametralnie zmienić swoje życie. Jedno tylko było pewne – będę nadal sprzedawał i rozwijał swoje umiejętności w tym zakresie. Pytanie, jakie samo się nasuwało, brzmiało: CO? I tu pojawił się nowy produkt. PRĄD. Dlaczego nie, w końcu każdy potrzebuje prądu.
Miłość jako kotwica w życiu przedsiębiorcy
W tym momencie mojego życia pojawia się coś jeszcze. Coś, o czym wspominałem na samym początku. Coś, co na własne potrzeby określam mianem swoistej kotwicy. Jednej z kilku w moim życiu. Na mojej drodze, na wzburzonych falach oceanu codzienności staje PATRYCJA. Kobieta mojego życia. Miłość, której nigdy wcześniej nie zaznałem. Osoba, dla której zmieniłem siebie i własne wartości.
Wrocław
Do Wrocławia przyjechałem zamieszkać z Patrycją. Miałem dwie reklamówki ubrań, samochód, którego wartość podwajała się po zatankowaniu go do pełna, głowę pełną marzeń, ambicje, wolę walki i taką wewnętrzną biznesową złość, aby pokazać wszystkim, którzy mnie skreślili, że dam radę.
Początki nie były łatwe. Pierwsza umowa agencyjna została rozwiązana z po- wodu nierealizowania planów sprzedażowych. Szukałem dalej swojego miejsca. Zarządzanie zespołami sprzątającymi też nie było moją bajką. Nadzór nad pracownikami etatowymi także nie spełniał moich oczekiwań. Postanowiłem wrócić do prądu, ale tym razem inaczej. Krok po kroku. Uczyłem się rynku. Nieustannie się szkoliłem. Wróciłem do organicznej pracy u podstaw. Nie mogę pominąć faktu, że w tej trudnej codzienności pomagała mi Patrycja. Była przy mnie, motywowała, wspierała, pocieszała, a jak mi się należało, opierdzielała.
Jak widzicie sami, w moim życiu zachodzą duże zmiany. Poznałem Patrycję, zmieniłem toksyczny Wałbrzych (wciąż mam tam jedną miłość – mój klub, którego jestem i będę wiernym kibicem – KS Górnik Wałbrzych) na pełen możliwości Wrocław. Nowa branża, inne podejście do pracy. Nie było łatwo, ale miałem swoją kotwicę w postaci Patrycji.
Dochodzi też do jeszcze jednej zmiany w moim życiu. Odstawiam raz na zawsze elementy baśniowe. Próbowałem robić to już wcześniej, ale dopiero teraz się udało. Zrobiłem to dla siebie, dla Niej, dla Nas. A wytrwałem w tym dzięki Niej. Nigdy Ci tego Kochanie nie zapomnę. Dziękuję, że byłaś wtedy przy mnie, że jesteś i proszę – bądź ze mną zawsze. Oczy mi się zaszkliły ze wzruszenia, więc to chyba odpowiedni czas wracać do wątku biznesowego.
Historia przedsiębiorcy w branży energetycznej
Odnajduję się w prądzie. Współpracuję z dużym brokerem z Warszawy. Poznaję tajniki branży. Jej strukturę, powiązania, zależności. Jestem dobry w tym, co robię. Mam wyniki. Buduję swój zespół. Wygrywam konkursy sprzedażowe, ale czuję niedosyt. Mój apetyt rośnie z każdą chwilą, chcę więcej.
Pojawia się w moim życiu okazja do założenia własnej firmy w branży energetycznej, która ma za zadanie budować struktury sprzedażowe dla jednej ze spółek obrotu. Wyzwanie w sam raz dla mnie. Czuję, że to jest to. Potrzebuję tylko wsparcia. Kogoś rozsądnego, analitycznego, spokojnego. Takiego przeciwieństwa mojej osoby.
Nie musiałem długo i daleko szukać. Po sąsiedzku znalazłem odpowiedniego kandydata. Dwumetrowy drwal, na którego widok większość ludzi robiła dwa kroki w tył, z usposobieniem misia pandy, który zagłaskałby każdego po bliższym poznaniu. Były pracownik działu analiz z państwowej instytucji, która nie lubi rozgłosu. Wydawał się wtedy idealnym kandydatem na mojego wspólnika.
Zakładamy spółkę pod nazwą Premium Partner Poland. Zaczynamy działać. Realizujemy zadanie, o którym wspomniałem wcześniej. Niestety po roku z powodów różnych i w dużej mierze niezależnych od nas dostajemy czerwoną kartkę od spółki obrotu i kończymy z nią współpracę. Wydawałoby się, że powtórzy się historia z Call Center lub innych moich wcześniejszych biznesów. Ale nie tym razem. Wiecie dlaczego?
Chcesz poznać całą historię? Sprawdź nasze książki
-
E-book Historie Prawdziwych Polskich Przedsiębiorców
39,00 zł -
E-book Polscy Przedsiębiorcy – droga do sukcesu
39,00 zł -
E-book Przedsiębiorcy w Polsce – jak oni to zrobili?
39,00 zł -
Historie Prawdziwych Polskich Przedsiębiorców
69,00 zł -
Pakiet: Książka + E-book Historie Prawdziwych Polskich Przedsiębiorców
69,00 zł -
Polscy Przedsiębiorcy – Jak oni sprzedają?
97,00 zł -
Polscy Przedsiębiorcy – droga do sukcesu
69,00 zł
Poznaj autora: PRZEMYSŁAW TARNAWSKI

Urodzony w 1980 r. Przedsiębiorca od 2012 roku. Dyrektor Zarządzający w Premium Partner Poland. Od 2010 roku związany z branżą energetyczną, a od 17 lat z szeroko rozumianą branżą sprzedażową. Doświadczenie zawodowe zdobywał na takich rynkach, jak telekomunikacja i bankowość. W sektorze energetycznym pracował między innymi na rynku brokerskim, gdzie zajmował się budowaniem i nadzorowaniem rozproszonych po całym kraju grup sprzedażowych.
Sprawdź inne nasze artykuły
- Od szkiców po sukces – historia przedsiębiorcy o tym jak meble kuchenne pomogły mi spełnić marzenie o własnym biznesie
- Pasja do matematyki i chęć pomagania innym jako inspiracja do stworzenia platformy edukacyjnej iTakZdasz
- Odkrycie wartości holistycznego marketingu
- Z dwóch upadków na sukces – historia mojej drogi zawodowej i osobistej
- Od zuchwałego przedsiębiorcy do fanatyka planowania













