
Od szkiców po sukces – historia przedsiębiorcy o tym jak meble kuchenne pomogły mi spełnić marzenie o własnym biznesie
Zawsze marzyłem o tym, aby być przedsiębiorcą. Idąc do szkoły i wracając, obserwowałem sąsiadów, którzy byli właścicielami różnych biznesów. Mnie najbardziej interesował handel.
Historia przedsiębiorcy meble kuchenne – od marzenia do biznesu
Mój tata wielokrotnie opowiadał o swoim wuju, który prowadził własny interes i miał w zwyczaju mówić: „Handluj, chociaż guzikami na rynku, ale handluj”. I ta myśl została w mojej głowie. Jednakże nie wiedziałem, czym dokładnie chcę handlować. Wiedziałem natomiast, że często, aby rozpocząć własną działalność, trzeba złapać okazję. Dlatego postanowiłem przygotować się na nią. Czytałem wszystkie książki biznesowe, jakie udało mi się znaleźć, aby być gotowym do działania, gdy tylko pojawi się okazja. Czytałem to, co udało mi się wypożyczyć lub kupić w księgarni. Często spotykałem się po lekcjach z kolegami, których rodzice prowadzili własną firmę, i zawsze byłem ciekawy, jak zaczynali i jak wpadli na taki, a nie inny pomysł biznesowy. I właśnie to były moje pierwsze lekcje biznesu – najlepsze, ponieważ od kogoś, kto już osiągnął to, o czym ja wówczas tylko marzyłem. Gdy kończyłem podstawówkę, nadszedł czas, żeby wybrać dalszą drogę życiową. Z powodu wady wzroku, nie mogłem pójść do szkoły zawodowej, gdzie miałem zostać stolarzem, jak mój ojciec. Po zdaniu matury rozpocząłem swój pierwszy na wpół legalny biznes. Pojechałem do Szwecji i spacerując od domu do domu, sprzedawałem szkicowane ołówkiem obrazki. Przez półtora roku zwiedziłem prawie połowę dolnej części Szwecji, codziennie spacerując ze szkicami po kilka godzin. Ta praktyka spowodowała, że nabrałem odwagi w kontaktach z obcymi ludźmi, i nie miałem problemów z nawiązywaniem nowych relacji.
Pierwsze lekcje biznesu i początki w handlu
Po powrocie do Polski przypadkiem zatrudniłem się w sklepie RTV i AGD i przez 8 lat szlifowałem obsługę klienta. Moja ówczesna szefowa co rusz podsyłała mi ciekawe lektury. Jedną z nich była książka „Zrób to od razu”, która faktycznie pomogła mi uporządkować moje działania i usprawnić pracę. Ta jedna książka zwróciła mi kilka godzin w tygodniu dzięki lepszej organizacji czasu. Z powodu różnych wizji dotyczących obsługi klienta, zdecydowałem się na zwolnienie i półroczną przerwę w pracy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że moja historia przedsiębiorcy to będą meble kuchenne.
Nieco później, któregoś dnia, wracając od dentysty, przechodziłem obok sklepu, w którym pracowali moi znajomi i postanowiłem ich odwiedzić. Dowiedziałem się, że ich szefowie otwierają oddział sklepu RTV & AGD w mojej miejscowości. Kierowniczka wykonała telefon do współwłaściciela, i już od kolejnego poniedziałku pracowałem w sklepie z elektroniką. Część lokalu była wynajmowana przez znajomą właścicieli, która prowadziła Studio Mebli Kuchennych. Z powodu braku klientów zrezygnowała po 3 miesiącach, a studio stało się częścią sklepu, w którym pracowałem. Na pytanie właścicieli: „Kto podejmie się nauki projektowania i sprzedaży kuchni?” – ja z entuzjazmem odpowiedziałem, że bardzo chętnie się tym działem zajmę. Przez kolejne 9 miesięcy starałem się sprzedawać kuchnie, ale z miernym skutkiem – wówczas wpadłem na pewien pomysł dotyczący sposobu obsługi klienta, ale o tym opowiem później.
Tydzień przed wygaśnięciem mojej umowy o pracę, zaproponowałem właścicielom, że jestem chętny, aby przejąć dział kuchni na wymiar i poprowadzić własną działalność. Bardzo chętnie pozbyli się niedochodowego biznesu i jednocześnie zyskali najemcę części lokalu. Tak więc 5 października 2009 roku, mając 30 lat oraz kilkanaście tysięcy zadłużenia, spełniłem swoje marzenie i zostałem przedsiębiorcą. Umówiłem się z właścicielami sklepu, że zapłacę za ekspozycję mebli, jak tylko na nią zarobię, a w ramach rekompensaty będę pomagał w obsłudze ich klientów. Od szwagra kupiłem używanego laptopa na kredyt i ruszyłem podbijać świat, korzystając z przywilejów i obowiązków, bycia żaglem i sterem swojego życia.
Historia przedsiębiorcy meble kuchenne – podejście do klienta, które działa
Nie muszę chyba dodawać, że moi najbliżsi łapali się za głowę, widząc, że otwieram działalność, mając długi, przejmując biznes, który nie działa od 12 miesięcy i cieszę się jak wariat, że spełniam swoje marzenie. Niektórzy z ciekawością czekali, aż się wyłożę na deski, żeby mi powiedzieć: „A nie mówiłem/mówiłam, że to się nie uda”. Nie dałem im tej okazji. Oni tego nie widzieli, a ja widziałem, że nadarzyła się okazja, a ja byłem na nią przygotowany. Przez prawie 30 lat przygotowywałem się do tego momentu. Kluczem do sukcesu okazał się laptop… Otworzyłem studio mebli kuchennych, które działa i do dziś wygląda w następujący sposób: na naszej ekspozycji posiadamy kilka zestawów mebli kuchennych. Zapraszamy do nas klientów z odręcznym szkicem pomieszczenia, pokazujemy wzory materiałów – czyli blaty, fronty, uchwyty. Wykonujemy darmowy wstępny projekt i wycenę. Jeśli klient decyduje się na realizację projektu, jedziemy na pomiar pomieszczenia, wprowadzamy korekty, jeśli są wymagane, podpisujemy umowę z klientem, składamy zamówienie i wysyłamy je do fabryki. Odbieramy gotowy produkt z fabryki, montujemy i dokonujemy rozliczenia. Tak w skrócie wygląda nasza obsługa klienta.
Mój ojciec, wujek, kilku sąsiadów i część rodziny są stolarzami. Wiedziałem, że nikt z nich nie przygotowuje projektów i oczekują, że to klient przyjdzie z gotowym projektem. Byłem przekonany, że ten rodzaj działalności w tej okolicy się sprawdzi. W dodatku mogłem klientom od razu proponować urządzenia AGD, ponieważ sprzedawałem je przez 9 lat i miałem wszystkie kontakty do dostawców.
Kluczem do sukcesu okazał się wcześniej wspomniany stary, używany i jeszcze niezapłacony laptop mojego szwagra. Klienci, którzy przychodzili „z ulicy” bez zapowiedzi, po prostu z przypadku – interesowali się naszą ekspozycją kuchni, ale gdy proponowałem im żeby dostarczyli mi wymiary pomieszczenia, a ja zupełnie za darmo zaprojektuję im kuchnię, kręcili nosem, że nie potrafią rysować, że może przyjdą kiedyś, a może później… Teraz kiedy ja byłem szefem i decydowałem o wszystkim, zacząłem proponować potencjalnym klientom, że skoro wymierzenie pomieszczenia to dla nich kłopot, to może ja po prostu przyjadę, wszystko pomierzę i razem w laptopie na miejscu „zbudujemy” kuchnię ich marzeń – u nich w domu, popijając kawę – w ich przestrzeni, w której czują się dobrze. I że zrobię to całkowicie za darmo i bez zobowiązania do zakupu czegokolwiek. Zadziałało. Wiedziałem, że to zadziała, ale dopiero teraz mogłem to sprawdzić. Klienci bardzo chętnie gościli mnie w swoich domach, a ja, nie mając już szefa, sam decydowałem, o której godzinie pojadę do klienta.
Zwykle było to od razu po wstępnej rozmowie. A kiedy już spędziliśmy czas u klienta w domu, razem stworzyliśmy jego wymarzoną kuchnię, często kończyło się to otrzymaniem zamówienia i zaliczki. Kiedy klient współtworzył swoją kuchnię, widział cały proces dobierania szafek. Razem odkrywaliśmy jego potrzeby i rozwiązywaliśmy problemy. Klient czuł, że to również jego praca i był bardziej skłonny do złożenia zamówienia niż w tradycyjnym procesie, kiedy to przynosił wymiary do studia, innego dnia przychodził po wstępny projekt, który nie do końca był tym, czego chce, ponieważ nie brał czynnego udziału w jego tworzeniu. Tym między innymi różnimy się od stolarni.
Rozwój biznesu i otwarcie kolejnych oddziałów
Zachęcony sukcesem, po 11 miesiącach wynająłem kolejną część lokalu w innej miejscowości i powstał oddział. Zatrudniłem pierwszą projektantkę. A już miesiąc po otwarciu oddziału, częściowo korzystając z kredytu, kupiłem pierwsze auto dostawcze i zrezygnowałem z usług transportu zewnętrznego. Pozwoliło mi to po pierwsze na obniżenie kosztów własnych, a jeszcze większą zaletą było umożliwienie transportu w dogodnym dla mnie terminie. Choć w biznesie słynne jest powiedzenie: „wszystko, co możesz zlecić innym – zleć innym”, nie zawsze się sprawdza. Własny transport znacznie usprawnił naszą pracę. Trzy lata wcześniej, tuż przed ślubem, przygotowywałem mieszkanie – część domu – aby po ślubie móc zamieszkać w komfortowych warunkach. Wówczas w naszej miejscowości liczącej około 10 tysięcy osób nie było żadnego studia mebli. Swoją pierwszą kuchnię zaprojektowałem na kartce papieru i zaniosłem do stolarza do realizacji – nikt poza przyszłą żoną nie pomógł mi w tym zadaniu. Dlatego, gdy potem zobaczyłem w studiu mebli możliwości, jakie tam były, od razu się nimi zainteresowałem.
Później, już będąc na własnej działalności i tworząc z klientami ich wymarzone kuchnie, widząc entuzjazm, który towarzyszył każdemu nowemu pomysłowi, wiedziałem, że to będzie moje zajęcie na lata. Tak rozpiczęła się moja historia przedsiębiorcy, bo meble kuchenne to w istocie najważniejsza część każdego domu.
Moja historia przedsiębiorcy, czyli jak meble kuchenne doprowadziły do sukcesu
Do dziś ten entuzjazm klientów napędza mnie do pracy. Wielokrotnie po tym, jak klient zaakceptuje ostateczną wersję projektu, nadal myślę nad tym, co jeszcze można zrobić lepiej, co zmienić, aby jeszcze bardziej usatysfakcjonować inwestora. Po czasie okazało się, że intuicja znowu dobrze mi podpowiadała. Ponieważ kilka miesięcy po otwarciu oddziału, musiałem opuścić pierwszy lokal. Gdybym wcześniej nie otworzył oddziału, zostałbym z niczym. Oczy miałem otwarte i jak tylko pojawił się wolny lokal, ponownie otworzyłem Studio Mebli w pobliżu pierwszego lokalu i tam mamy siedzibę do dziś. Przez wszystkie lata naszej działalności, od samego początku realizujemy jeden główny cel: zadawanie pytań, które pozwolą klientowi odkryć, co jest dla niego ważne. Choć wydaje się to oczywiste, okazuje się, że nie zawsze tak jest. Wielokrotnie nasi klienci są zaskoczeni naszym podejściem, naszym dążeniem do tego, aby kuchnia była dokładnie dopasowana do ich potrzeb. Preferujemy dogłębne poznanie potrzeb klientów. Po tylu latach praktyki możemy zaproponować wiele ciekawych rozwiązań.
Moje życie od pewnego czasu to nieustające pasmo sukcesów. Choć mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że to ja napisałem jego scenariusz i że to, co się dzieje, jest takie, jakie powinno być. Tak zaplanowałem i do tego dążyłem. Nie zawsze było tak łatwo, szczególnie na początku.
Walka z nowotworem i kontynuacja działalności
Kiedy już na dobre zacząłem rozwijać swoją działalność, postanowiłem dołączyć do niej sklep franczyzowy odzieżowy. Kiedy sklep zaledwie zaczął działać, stwierdzono u mnie nowotwór. Podjąłem leczenie. Pomiędzy jedną a drugą chemioterapią rozwijałem sklep odzieżowy, jeździłem po towar, planowałem…
Leżałem wyczerpany po chemioterapii czasami przez kilka dni. Potem projektowałem kuchnie, liczyłem wynagrodzenie dla pracowników, płaciłem ZUS i podatki. Mówiłem sam do siebie, że będzie dobrze. Trudno było pracować, gdy wypadły mi włosy i brwi, a klienci widzieli, co się dzieje. To było trudne. W walce z nowotworem pomógł mi Les Brown. Kilka razy przeczytana jego książka „Live Your Dreams” podnosiła mnie na duchu, kiedy już miałem dość. I nie poddałem się w realizacji swoich marzeń. Otworzyłem drugi sklep odzieżowy, potem zamknąłem ten pierwszy, potem zamknąłem drugi i otworzyłem trzeci w innej miejscowości, który działa do dziś. Jest to sklep odzieżowy marki Blue Shadow w Kościerzynie w Starym Browarze Kościerzyna. Jednym z najwspanialszych dni w moim życiu był dzień, gdy lekarz onkolog, doktor Krzysztof Adamowicz, po przeczytaniu wyników mojej tomografii, wstał, podał mi rękę i powiedział: „Gratuluję uzdrowionemu pacjentowi, jest Pan wolny od nowotworu”.Nie da się tego opisać…
Chcesz poznać całą historię? Sprawdź nasze książki
-
E-book Historie Prawdziwych Polskich Przedsiębiorców
39,00 zł -
E-book Polscy Przedsiębiorcy – droga do sukcesu
39,00 zł -
E-book Przedsiębiorcy w Polsce – jak oni to zrobili?
39,00 zł -
Historie Prawdziwych Polskich Przedsiębiorców
69,00 zł -
Pakiet: Książka + E-book Historie Prawdziwych Polskich Przedsiębiorców
69,00 zł -
Polscy Przedsiębiorcy – Jak oni sprzedają?
97,00 zł -
Polscy Przedsiębiorcy – droga do sukcesu
69,00 zł
Poznaj autora: WOJCIECH BIELICKI

Urodzony w 1979. Przedsiębiorca od 2009 roku. Właściciel firmy w P.H.U. BIELICKI. Prowadzi Studia Mebli Kuchennych oraz franczyzę sklepu odzieżowego BLUE SHADOW. Uczestnik szkoleń u: Mateusza Grzesiaka, Andy Harringtona, Aleksandra Sienkiewicza, Pawła Jana Mroza, Lessa Browna, Roberta Kiyosaki, Boba Proctora i wielu innych. Prywatnie – miłośnik roślin i wszystkiego związanego z tworzeniem i pielęgnacją ogrodów. Aktualnie tworzy swój własny ogród na prawie 7000 m2.
Sprawdź inne nasze artykuły
- MVP startup – jak stworzyć dobre MVP i przestać zgadywać
- Inwestycja w startup — 5 cech, które przesądzają o TAK lub NIE inwestora / Anioła Biznesu
- Anioł Biznesu dla startupu – dlaczego Smart Money wygrywa z kredytem i crowdfundingiem?
- Od szkiców po sukces – historia przedsiębiorcy o tym jak meble kuchenne pomogły mi spełnić marzenie o własnym biznesie
- Pasja do matematyki i chęć pomagania innym jako inspiracja do stworzenia platformy edukacyjnej iTakZdasz












